sobota, 7 kwietnia 2012

Wstęp do organizacji

Większość z was wie jak wygląda gra z perspektywy gracza.
Całkiem duża część wie jak to jest być sędzią. Czy to na mniejszą, czy na większą skalę.
Jednak niewiele osób bawiło się w bycie organizatorem turniejów.

I choć jest to praca w cieniu, zazwyczaj z dala od świateł reflektorów (coś a'la ninja), to de facto jest to najważniejsza rola w całym światku. Dzisiaj pokażę wam, jak wygląda bycie organizatorem.

TO zawsze jakiś się trafi. Czasami ludzie zostają nim z wyboru, czasami z przypadku lub przymusu (znaczy braku chętnych, a robota sama się nie wykona). Zawsz jednak potrzebny jest ktoś kto to wszystko ogarnie. Nawet na poziomie lokalnym trzeba zgadać jakiś termin, miejscówkę, skrzyknąć ludzi (rozesłać informacje sprawnie), zapewnić jakieś nagrody (czy to promki, czy boosterki). 
Często rolę takiej osoby przejmuje sklep - dostarcza lokum i nagrody, wystarcza termin. Pozostaje tylko kwestia sędziego (którą wtedy przejmuje pracownik najbardziej obeznany z karciankami) i wszyscy są szczęśliwi. Jeden wykonuje swoją pracę, reszta spokojnie gra. Jednak nie wszyscy mogą pozwolić sobie na taki luksus. 
Wtedy rola organizatora jest o wiele ważniejsza. Musi on załatwić lokum - czasami wystarczy posiadówka w jakimś fast-foodzie, czasem jednak można dogadać się z jakąs lokalną restauracją (gracie u nich, macie zniżki na piwo czy jedzenie, ale coś tam kupić musicie). Do tego zorganizować nagrody (a skądś zamówić trzeba - robienie tego w detalu to nie jest prosta sprawa), informować (nie można już powiesić notatki informacyjnej w sklepie) - ogólnie osoba taka staje się sercem całej lokalnej społeczności. Oczywiście całkowicie nieodpłatnie.
Brzmi trudno? Nie jest to oczywiście zajęcie dla każdego. Jednak ludzie, którzy w przeszłości zajmowali się pracą wolontariusza - gdziekolwiek - odnajdą się tutaj doskonale (nawet oficjalnie są to volunteers). Ponieważ wiele rzeczy można mówić o wymaganiach, problemach. Ale nie da się opisać radości, gdy wszystko śmiga zgrabnie, scena się rozrasta. No i zarządzanie... jeśli chodzi o praktykę w tej kwestii, to lepszej nie dadzą ci żadne studia z zarządzania, czy czego tam chcesz. Nabyte umiejętności doglądania wielu spraw, pozyskiwania ludzi, lokali i tak dalej będą się przydawać w życiu zawsze.

Ale wracając do kwestii bardziej konkretnych - jest jedna rzecz, którą TO musi bardzo starannie robić (co swoją drogą ostatnio rozkminiłem w swojej lokalnej grupie i zaczynam powoli wprowadzać ;) ) - jest to nie tylko zachęcanie rozmaitych ludzi do gry, ale także... poganianie graczy, by oni wciągali swoich znajomych.
Hobby jest najwspanialsze, jeśli możesz wkręcić w nie swoich znajomych. Niech każdy ponakręca 1-2 osoby, a zobaczycie jak nagle może się wasza lokalna społeczność rozrosnąć. Dlaczego jednak to TO powinien pamiętać o tym? Ponieważ gracz jest osobą czerpiącą rozrywkę i spędzającą wolny czas. Ona nie jest zajmuje się myśleniem, co i jak. Co nie oznacza, że co jakiś czas nie może wykonać drobnej robótki dla dobra wszystkich - ot uczeń, któremu nauczyciel powie "Marcin, idź do sprzątaczki i załatw szmatę". 

Dlaczego o tym piszę?
Z paru powodów. Wiele osób nie docenia pracy TO. Tu wbić turniej, tutaj zuploadować, tutaj dorwać boosterki a tam promki. No i upewnić się, że lokum dalej jest aktualne, lub nie próbują zmienić nam godziny.
To są drobnostki, które razem składają się w całkiem niezły pożeracz czasu. Miły - owszem, ale pod warunkiem, że gracze zdają sobie z tego sprawę. Weźcie 2-3 tygodnie przejmijcie taką rolę. Zobaczycie, że to dobry moment może zająć.
Dlatego nie utrudniajcie życia swoim organizatorom. Szanujcie ich pracę. Oczywiście nie przeginając - po prostu starając się sprawiać jak najmniej problemów. Czyste załatwianie wszystkiego, ewentualnie lekka pomoc - potrafi być dla takiej osoby nieoceniona. 

No dobrze. Opisałem co TO robi, jakie są jego obowiązki, plusy, minusy, ale... jak zostać TO?
W praktyce jest to bardzo proste. Skrzyknij ludzi, którzy też grają w pobliżu ciebie w WoWa Karcianego (w praktyce może to być jakakolwiek gra - nawet wieczór planszówkowy. No, ale nie będę takich kwestii opisywał z oczywistych powodów ;) ). Rzuć pomysłem, że można coś bardziej ogarnąć. Czy to zacząć oficjalnie grać i spróbować przenieść się z domów do sklepu, czy zacząć dodatkową serię turniejów. Macie masę chętnych na granie więcej niż raz w tygodniu? Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś zorganizował coś takiego. Nikt nie mówi, że u ciebie musi być tylko jeden organizator. 3 lokale, w każdym inna osoba to olbrzymia oszczędności czasu i ludzkiej energii. A na pewno ożywi wasze środowisko.
Jeśli wszystkie opcje są zajęte (gracie w sklepie, nie ma gdzie indziej, lub jest niewystarczające zapotrzebowanie na kolejny dzień), podejdź do swojego aktualnego organizatora i powiedz, że chciałbyś się dowiedzieć co i jak - a nóż widelec, trafi się okazja by to wykorzystać. 
Gwarantuje wam, że taka osoba z chęcią was nauczy - choćby się okazało, że raz w miesiącu ten dzień wolałby mieć wolny i już ma zastępstwo, bez żadnego kombinowania.
Zostaniecie wprowadzeni w obsługę Cryptozoic Trackera, co i jak w pobliżu działa (czyli łatwiej, bo nic nakręcać nie musicie), na co zwracać uwagę. Coś jak delikatna wersja kursu przeszkalającego do zawodu.

Tylko, że na luzie.
I to by było tyle ze wstępu. W przyszłym tygodniu napiszę trochę więcej o organizacji na większą skalę, aby na sam koniec pokazać jak wygląda bycie organizatorem z największej (jako wolontariusza) perspektywy - na przykładzie MazuCona.

Dlaczego, pytacie?
Rozwija nam się bardzo ładna ekipa sędziowska. Jednak TO jest mało (coś jak tanków/healerów w rajdzie). A dobrzy i ograni TO nakręcą kolejne ośrodki grania - co jest czystym pozytywem z perspektywy grania na skalę większą niż miasto. Nie trzeba dużo, aby Cryptozoic zaczął wspierać mniejsze grupy. A o wiele chętniej  będzie się jeździło bliżej, niż przykładowo zasuwać 200 kilometrów na najbliższy Realm Qualifier.
No i jest większa szansa, że zaczną się powtarzać takie imprezy jak ta na Pyrkonie. W Niemczech to już zaczyna nabierać rozmachu. Impreza Bootkampu, marcowy Saarkon. A duże imprezy są dobre, ponieważ są duże i ściągają masę graczy.
A dla tych, którzy nie mieli okazji pojeździć po kraju i pograć z innymi - naprawdę fajnie po spotykać innych graczy, co jakiś czas ich odwiedzić i pyknać parę partii. Jest to bardzo ciekawa odmiana od takiego lokalnego grania z dobrze znanymi twarzami. No i zawsze można wyskoczyć na jakąś imprezkę dodatkowo ;). Jak już się przyjechało...

A właśnie - niedługo pewnie zarządzę jakiś konkurs z okazji 10 000 odwiedzin strony!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz