poniedziałek, 7 maja 2012

Morning Pyroblast Realm Championship

Notkę z moją relacją chciałem wrzucić tuż po turnieju. Niestety urlop, który po nim wziąłem (co było widać brakiem aktywności gdziekolwiek), okazał się być pozbawiony klawiatury zdolnej do napisania czegoś dłuższego. Bywa i tak...
No, ale przechodząc do rzeczy - będzie to kolejne nietypowe pisanie. Tradycyjną notkę wrzucił Kendras, nie ma potrzeby na dwie takie same.

Wyjechałem w piątek około południa - pogoda była piękna, w sam raz na przejażdżkę motocyklem. Trasa A4 z Wrocławia do Krakowa przebiegła (w większości) bez komplikacji. Na miejsce turnieju dojechałem jako pierwszy. Reszta Wrocławskiej ekipy miała dojechać późnym wieczorem. Warszawa niewiele wcześniej. Trochę się nudząc, trochę obijając, a trochę zwiedzając okolicę czekałem na przybycie kogokolwiek.
Po przybyciu i zrobieniu zakupów z ekipą z wawy zdecydowaliśmy się na testingi. I oni i ja mieliśmy spory dylemat, czy pokazywać swoją talię, ale... w końcu się przełamaliśmy. Usiedliśmy przy stole z ZoZem. Oboje wyciągnęliśmy tego samego herosa, a po paru turach odkryliśmy, że... gramy prawie tym samym.

Oto moja talia:

Hero:

Gaxtro, Bilgewater Marksman



Ability:
4*

Avatar of the Wild


3*

Quick Trap


4*

Noxious Trap


4*

Spoils of the Hunt


4*

Explosive Shot


2*

Bestial Revival



Ally:
2*

Bogspike


4*

Boomer


4*

Yertle


4*

Cairne, Earthmother's Chosen


4*

Jaron, Herald of the Hunt


4*

Sava'gin the Reckless


4*

Hemet Nesingwary


4*

Mazu'kon


2*

Al'akir the Windlord


3*

Saurfang the Younger, Kor'kron Warlord



Quest/location:
4*

Kor'kron Vanguard



Oczywiście po chwili różnice okazały się być dość oczywiste. U nich przyspieszeniem był

Shadowfang Keep

, tak u mnie Hemet (przy okazji doskonale ściągał na siebie cały hate). Oczywiście oni mieli Edwiny, ja w zamian za to o wiele więcej defensywnych zabawek. Explosive Shoty oraz Spoils of the Hunty były doskonałymi zabawkami obronnymi (z czego ta druga ściągała Edwina. Wprawdzie tokeny wciąż zostawały, ale lepsze to niż nic).
Tak więc ich siłą była uniwersalność oraz narastająca agresjka, już od 4 tury. U mnie to wymagało Hemeta, lub zaczynałem zdecydowanie później. Choć nie ukrywam, że przywódca krasnali zdołał odrobinę namieszać.
No, ale wieczorny testing nie wypadł tak źle. Z ZoZem miałem 2:1 (Najpierw mnie zjechał, potem utrzymałem Hemeta i Mazu'kon w 4 i Al'akir w 5 załatwili sprawę. Potem powtórka z pierwszej gry :P). Z Hyundaiem niestety nie miałem większych szans. Obrazenia zadawane poza combatem były zdecydowanie moją słabością. Wiedziałem jednak, że zbyt wiele na to nie poradzę. No i liczyłem, że te talie będą w mniejszości. Wieczorem zagraliśmy drafta (jak znajdę z niego kartkę to go zuploaduję - info dla Wawy :D), by jeszcze poćwiczyć przed dniem pierwszym, potem odrobina testingu i poszliśmy spać.

Poranek, szybkie śniadanie i mogliśmy zasuwać na turniej. Jak się niestety okazało - niepotrzebnie się spieszyliśmy. Z nie wiadomo jakich powodów doszło do półtoragodzinnej obsuwy na samym rozpoczęciu.
Trudno. Przynajmniej mogliśmy w spokoju posiedzieć i pogadać. Część twarzy widziałem całkiem niedawno na MazuConie, jednak wtedy nie mogłem sobie pozwolić na siedzenie i gadanie. No i ludzie korzystali ile mogli. Diablo 3 się zbliża i wystawi wiele znajomości na próbę (chyba, że obie strony będą online - to wtedy nie ma problemu). W końcu jednak nadszedł czas na granie i... lipa. Pierwsze moje starcie z Alliance Humterem (Simon McKey) zakończyło się niepowodzeniem. Zaczynał, ja zaś do 7 tury potrzebowałem dobrać choć 1 drapa z 7 które miałem w talii. Łącznie 14 kart do dociagnięcia. Niestety nie udało się - mimo, że miałem 3 karty na ręce, on leciał z topa, a od następnej tury nie byłby mi wstanie zrobić już nic. A ja miałbym Yertle, armora z innego żółwia + Al'akira.
No, ale płacz przegranego - bywa. To nie był dobry znak, ale nie można się tym było zbytnio przejmować. Druga gra - tym razem z Grand Crusaderem także okazała się porażką. Mega defensywnej talii brakło trochę defensywy. Trudno, choć w tej grze pozwoliłem na tragiczny błąd - źle (i zbyt późno) strzelony explosive shot został automatycznie zinterruptowany, przez Flip rohashu, który zabił swojego ally wcześniej. Dzięki temu przetrwał drugi, wbijając mi dodatkowe obrażenia. Choć jak później prześledziliśmy rozgrywkę to i tak bym przegrał. Nie zmienia to jednak faktu, że muszę wystrzegać się takich błędów. Kiedyś mogą być o wiele bardziej kluczowe.
Potem było tak jak w planach - przeciwnik się przebijał, ale nie był w stanie przebić się przez 20 pkt obrażeń. Potem mój health pool się nie ruszał, a on ginął. W ten sposób zrobiłem 3:2 i czekała mnie ostatnia runda constructed. Żeby liczyć na top 8 potrzebowałbym to wygrać i zrobić 3:0 w drafcie.
Niestety mag z Edwinami skutecznie zablokował moje plany na zrobienie comebacku a'la Jim Fleckenstein.
No i draft. Tutaj udało mi się dobrać Anathel the Eagle-eye oraz Gnasha. Te 2 karty pozwalały mi przeforsować się przez obronę wroga, bądź wygrać wyścig na obrażenia (Anathelka + Empower Mage to 9 obrażeń za samo wejście w stół ;) ). W ostatniej grze miałem starcie z Mazu'konem, jednak z trzech gier uratował mu tylko jedną.
Końcem końców miałem 6:3 oraz 18te miejsce. Nie był to wynik szałowy i zdecydowanie słabszy od tego co się spodziewałem. Jednak byłem w stanie odczuć wielką różnicę między tym co prezentowałem w Krakowie a (jeszcze w styczniu) w Poznaniu. Moja talia była niedostatecznie wytestowana. Dobra, co było widać, jednak nie na tyle, by zagwarantowała zwycięstwo na większym turnieju. Już teraz wprowadziłbym tam parę poprawek, jednak... no na to już za późno. Tak czy siak jestem zadowolony. Po okresie sędziowania, jestem w stanie grać. Mój poziom nie jest jeszcze taki, jaki chciałbym, ale cały czas idę do przodu. Nie będzie mnie niestety w Madrycie, ale na Pragę wyruszę w pełni przygotowany. I tym razem po o wiele ambitniejszych testach.

I to by było na tyle z nietypowej relacji. Nie chciałem wypisywać każdej gry po kolei, ZoZo kiedyś wspomniał, że na dłuższą metę potrafi być to przeraźliwie nudne. Dlatego, widząc że Kendras będzie pisał w takim stylu, postanowiłem spróbować czegoś zupełnie innego. Mam nadzieję, że wam się podobało. Jeśli nie - dajcie znać, następnym razem napiszę coś zupełnie innego. I mam nadzieję, że następna relacja będzie miała zakończenie klasy "I żyli długo i szczęśliwie".
Tak jak po Krakowie mógłby to napisać Gnimshu ;)
A no i bym zapomniał! Na Realm Championshipach także dominowałem w szczęściu - w constructed nie zacząłem ani jednej rundy :P
PS - mogła mi się zakraść większa ilość błędów niż zwykle. Niestety jestem dość brutalnie przybity do łóżka chorobą i to mogło mieć jakiś wpływ...
PPS - wyniki konkursu będą jakoś niedługo. Dziękuje wszystkim uczestnikom za przystąpienie do niego ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz