środa, 14 grudnia 2011

Z Battlegroundów na szerokie morze

Ile razy ludzie się nacięli na większych turniejach?
Jakby nie patrzeć, na takie Mistrzostwa Świata każdy jedzie z zamiarem załapania się choćby do dnia drugiego. Worldsy to może dość skrajny przykład, ale na każdy większy turniej ludzie mają założenie ugrania czegokolwiek. Nawet jeśli nie mówią tego głośno, to chcieliby aby tak się stało. Nikt nie planuje odpaść w przedbiegach, zostać odsianym już na samym wstępie. Gdyby ludzie wychodzili z takiego założenia, to mało osób by na turnieje w ogóle jeździło. Więc dlaczego? Oczywiście podstawowym problemem jest ograniczenie miejsc w topie. Ale kto może przyznać, że w ciągu tych 8-9 meczy w ciągu dnia dał z siebie absolutnie wszystko i każdy z przeciwników był po prostu lepszy? Ile razy wina za przegraną spada na coś zupełnie innego. Już tłumaczę dlaczego:
1. Podejście. Ludzie albo podchodzą całkowicie na luzie i nie obserwują dobrze sytuacji na stole, albo nadmiernie się stresują i przez to popełniają głupie błędy. Dociągniesz dodatkową kartę, zapomnisz o karcie, którą przeciwnik pokazał przez jakiś quest, czy cokolwiek. Aby rozwiązać ten problem należy ćwiczyć. Z jednej strony koncentrację. Weź paczkę zapałek i myśl tylko o nich. Po paru sekundach myśl ci gdzieś odskoczy. Jeśli będziesz w stanie skupić się tylko i wyłącznie na tym pudełeczku zapałek przez minutę, dwie - nie będziesz mieć problemów ze skoncentrowaniem się. A myślicie, że osoby, wygrywające turniej myślą o tym, co jedli dzisiaj na śniadanie? Koncentracja na grze, na sytuacji na stole, wynik jest niepewny do momentu złożenia podpisu.
A gdy się denerwujesz... za tym siedzi wiele rzeczy. Jednak kluczem do rozwiązania każdej z nich jest wiedza, że ma się ten problem. Ciągle zwracaj uwagę, czy się nadmiernie nie denerwujesz. Czy nie wywyższasz przeciwnika, stawiając się na przegranej pozycji zamiast koncentrować się na grze. Czy nie panikujesz, że na battlegroundach częściej z taka talią przegrywałeś niż wygrywałeś. Czy...
2. Brak przygotowania. Ile razy w życiu zdarzało ci się, że byłeś pewny, że jesteś gotowy i na pewności się skończyło? W karciance jest podobnie. Duży turniej da ci masę frajdy i doświadczeń, ale aby się coś udało będzie także wymagał czasu. Przygotowania się, ogrania sporej ilości matchupów*. Nie ma talii z którą automatycznie wygrywasz czy przegrywasz. A znając dobrze wroga i wiedząc jak przeciw niemu grasz, bardzo zwiększasz swoje szanse na wygraną.
Matchup - Porównanie dwóch talii, w celu ustalenia kto ma w takiej grze większe szanse na wygraną.
3. Przyzwyczajenia. O tak, te są najgorsze. Nie zdarzyło ci się, że z jakąś talią u siebie ciągle wygrywasz, jedziesz na turniej i w trzech grach z taką samą talią masz 0:3? Gratulacje, właśnie przegrałeś z własnymi przyzwyczajeniami. Na lokalnych battlegroundach rzadko kiedy kilka osób gra tym samym. Więc ciągle ścierasz się z jedną i tą samą osobą. Jej stylem gry. Uczysz się go, uznając go za ogólną taktykę na taką talię. A gdy wyskoczy ktoś, kto gra tym inaczej - leżysz. To akurat da się naprawić dość szybko. W ramach testów przed turniejem, grajcie na zmianę różnymi taliami. Nie tylko spraw, żeby takiego Shamana aggro kontrolowało 5 różnych osób, ale sam nim zagraj. Zobacz jakie ma otwierające ręce, co byś z nim zrobił. Przy okazji może nauczysz się czegoś nowego od kumpla, który będzie grał twoim deckiem?
4. Zakładanie z góry, czym przeciwnik gra. To zrobił Luca Magni w Rotterdamie. Grał Monster Warriorem - tym od murlocków. Jednak jego talia miała zupełnie inny styl gry. I jak sam obserwował - przynajmniej 3 jego przeciwników mulliganowało mając niedobór kart przeciw rushowi. I oczywiście można się zagonić, ponieważ w ten sposób nigdy nic nie wiadomo. Nie o to chodzi. Po prostu zawsze musisz zakładać, że przeciwnik zaplanował coś niesztandarowego - może być to jakiś secret tech, żeby zaskoczyć czy mieć przewagę w mirrorach. Jeśli nie będziesz pozwalał się zaskoczyć, liczba niemiłych niespodzianek znacznie się ograniczy. Nie zniknie całkowicie, zbyt prosto by było. Ale mimo to - będzie lepiej.
5. To jest dość trudne. Uwierz w siebie. Przeciwnik może mieć więcej doświadczenia, ale nie czyni go to niepokonanym. To, że grasz przeciwko jakiemuś VIPowi czy byłemu Mistrzowi Świata nie czyni z ciebie darmowego fraga. Tak długo, jak będziesz grał rozsądnie, myślał nad swoimi ruchami i mówiąc krótko - nie popełniał błędów z punktów 1-4, będziesz mieć szanse wygrać. Jak dużą? To już będzie zależało od talii, otwierających rąk i tak dalej. Ale pierwszym krokiem do zwycięstwa jest rzucenie wyzwania. Nie wygrasz uciekając.
Dlatego też nie bójcie się jeździć na turnieje. Znam takie "a kiedyś, jak poćwiczę to pojade na X czy Y". Na słowach się najczęściej kończyło. Jeśli nie postanowisz skoczyć na głęboką wodę, przygotowania niewiele ci dadzą. Bo jak masz nauczyć się pływać w brodziku? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz