wtorek, 22 listopada 2011

„BYE” into top 8 czyli o szczęściu w kartach.

Witam, nazywam się Krzysztof Morzyc, w naszym małym WoWowym światku bardziej znany jako ZoZo. Dziękuje za zaproszenie Piotrkowi na jego bloga (nie powiem ze świecące karty nie pomogły w podjęciu decyzji ;-) ). Mam nadzieje, że mój gościnny wpis powtórzy się jeszcze parę razy, ponieważ to świetne miejsce do rzucania pomysłami, obnażania paru własnych, skrytych myśli na temat karcianki oraz, nie powiem, lubię świecące karty :p

Tydzień temu skończyły się mistrzostwa świata które wywołały spore zamieszanie nie tylko wielkością nagród (które były DUŻEEE) ale raczej metagame które zdefiniowały (120 palladynów na 300 osób?!). Moja przygoda na tym turnieju skończyła się bardzo szybko, w 6 rundach core trafiłem na 6 palladynów, wygrałem 1 rzut kostką i z wynikiem 2-4 byłem już poza turniejem. Następnego dnia zapisałem się na DMF’a i już przy swapie zestawów dostałem gratulacje za wejście do top 8!? Ale po kolei, moj deck który złożyłem z tego zestawu:
  
2x Runzik Shrapnelwhiz
Alethia Brightsong
fel summon
2x faceless sapper
Blessing of the old god
Prazo Whiptrick
Bottled spite
Chumly
2x jex’ali
Moro Wildmesa
2x Buldrug
Anastina, herald of the fel
Giblin Plundere
2x Zor’chall the shadowseer
Grimnar
Mazukon
Gnash
Vol’jin, darkspear chieftain
4x seeds of their demise
Reoccupation
The culmination of our efforts


W telegraficznym skrócie: idealny CURVE, 6x Delve, 6x Enrage i 3x BOMBA. Zestaw idealny, niewiele różniący się od constructed bloku ;-) Ugrałem nim 8-1 przegrywając tylko z Duncanem Tang który miał generalnie to samo co ja + Sorrows End i udało mi się zakończyć turniej na 4 miejscu dodając kolejne top 8 do kolecji.
I o tym właśnie chciałem teraz napisać, nie o samej grze ale o szczęściu i jego wpływie na wyniki naszych pojedynków. Oczywiście że z takim zestawem jak wyżej awans do top 8 był bardzo łatwy ale szczęscie to nie wszystko.
Karty to gra losowa i szczęście zawsze bedzie decydować w mniejszym lub wiekszym stopniu o wyniku kazdego pojedynku: dobrałeś same dropy na 4 ture lub później a przeciwnik wstawia same „jedynki” i crusadera? Nic nie możesz na to poradzić. To oczywiście bardzo skrajny przykład, ale świetnie obrazuje naszą „zależność” od szczęścia lub jego braku. Oczywiście sam „luck” nie jest tez gwarancja swietnej gry, podczas moich gier na DMF’ie spotkalem 5 przeciwnikow ktorzy mieli mazu'kony, i poza jednym przypadkiem wychodziłem z tych gier zwyciezko. Dobre zestawy mozna outplayowac, złe decyzje przeciwników wykorzystywać oraz wygrywac gry mimo przegranego rzutu kostka.
Dodatkowo pamiętajmy że „Szęście sprzyja lepszym” i dlatego Jan Palys, Hans „w prawo” Hoeh oraz Stuart Wright ciągle przewijają się w topach wszystkich imprez. Wpływ szczęścia na przebieg rozgrywki zmniejsza się również wraz z ilością powtórzeń, im więcej gier zagrasz tym mniej będzie sytuacji opisanych przezemnie, średnia wygranych rzutów o rozpoczynanie wyrówna się i zostaje już tylko skill gracza który definiuje wynik gry. To właśnie dlatego lepsi gracze tak walczą o zmianę sytemu rozgrywki z best of one (bo1, do jednego zwyciestwa) na bo3. Spowoduje to że wynik gry będzie mniej zależny od losowych zdarzeń jak typowe „nie dobrałem” czy „on zaczynał”, dodatkowo wprowadzenie sideboardu również pomaga graczom lepszym niż „szcześliwcom”, gdyż możliwość zmiany kart martwych, albo dostosowanie decku to taktyki przeciwnika uczą zrozumienia samej rozgrywki oraz ukrytych w niej zależności, a to po raz kolejny jest pewną próbą skilla. Świetnym przykładem jest np wysajdowywanie Burly Berty „on draw” (kiedy przeciwnik zaczyna) – o ile sama dziewczyna jest świetna to przeciwnik mając 2 tury na przygotowanie stołu oraz całą swoją trzecią ture prawie napewno znajdzie odpowiedz i bedzie to raczej wymiana 0 za 1. A teraz przyznajcie się sami przed sobą ilu z Was używa side w zależności od tego czy zaczyna kolejną grę?

Na brak szczęścia można też niejako się przygotowac ;-). Znając moje legendarne już rzuty na rozpoczynanie (2 wygrane z 17 rund) w Rimini w decku miałem 3x Wub’s Cursed Hexblade. Jakie wielkie było zdziwienie obydwu moich przeciwników gry mimo wygrania rzutu dałem im zaczynać.

Reasumując, szczęście oczywiście pomaga ale na „szczęście” nie definiuje z góry wyniku gry. Warto o tym pamietać i poprostu grać swoje ucząc się coraz więcej o samej grze.
Życzę wam wszystkim dużo szczęścia i jeszcze więcej skilla, żeby na następnym DMF’ie do top 8 awansowało więcej niż 3 polaków! Do zobaczenia na następnym turnieju!

PS by Eerion - To pierwsza z gościnnych notek, skrobnięta (jakby ktoś nie przeczytał) przez Krzysztofa "ZoZo" Morzyca. Mam nadzieję, że wam się podobało, ewentualne opinie wrzucajcie na forum lub w komentarzach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz